poniedziałek, 17 września 2012

Ciekawy przypadek

Historia choroby Jasia jest długa, a liczba wypisów ze szpitala - imponująca. Właściwie za każdym razem, gdy natykamy się na nowego lekarza, deklaruje on chęć zapoznania się z Jasia papierzyskami, ale w jakim stylu! Doktorzy podchodzą do Jaśkowej historii choroby jak moi koledzy z liceum podchodzili do świeżo wydanej, kolejnej części Harry'ego Pottera - wypieki na twarzy, obłęd w oczach, po prostu muszę to mieć ;)
Jaś już wiele razy został nazwany ciekawym przypadkiem. To chyba dobrze, nie? Gorzej by było, gdyby ktoś go permanentnie nazywał nieciekawym przypadkiem. Więc się nie obrażamy i przyjmujemy to określenie jako komplement.
Z nowości konsultacyjnych: w czwartek byliśmy na wizycie u ortopedy nr 1 (pracuje w Prokocimiu, ale terminy do niego na NFZ w szpitalu są na za sto milionów lat świetlnych (wiem, wiem tato Jasia, to jednostka odległości, ale przecież te terminy SĄ odległe)). My oczywiście byliśmy na wizycie prywatnej w Medice, gdzie tenże lekarz również pracuje. Pan doktor stwierdził, że Jasia wynik scyntygrafii jest najlepszym z możliwych i zalecił kontrolę i powtórną wizytę za 3 miesiące. Ponadto, jako że po raz pierwszy dane mu było zobaczyć nasz ciekawy przypadek live, pan doktor zupełnie zmienił podejście do pacjenta. Zapewne spodziewał się zobaczyć ledwo machające kończynami warzywko o cerze szarej jak papier i błędnym wzroku (mniej więcej tak każdy wyobraża sobie Jasia po lekturze jego historii choroby). Gdy w drzwiach ukazał się nasz atleta-adonis i zaczął ryczeć z siłą decybeli grożącą wytłuczeniem szyb w gabinecie, lekarz uznał, że jednak pacjent jest w nie najgorszej formie i że właściwie jest superowo. Dał nam karteczkę ze swoją pieczątką, która podobno otwiera wszystkie prokocimskie drzwi.
W piątek czeka nas wizyta u orto nr 2. 1 października natomiast odwiedzamy nasze znajome cztery kąty - XIV Oddział Immunologii USD i ja jestem temu winna i uderzam się w pierś powtarzając mea culpa, mea culpa, mea bardzo wielka culpa. Po otrzymaniu wyników scyntygrafii zadzwoniłam bowiem do naszej pani doktor immunolożki z informacjami, że najprawdopodobniej gronkowiec siał z kręgosłupa, bo kręgosłup jest uszkodzony, a na scyntygrafii wyszło, że był tam stan zapalny. Pani doktor bardzo podziękowała za info i powiedziała, że chętnie by Jasia zobaczyła (no ba! Każdy by go chętnie zobaczył ;)) i sprawdziła mu poziomy immunoglobulin, bo jako dziecko w przeszłości suplementowane, powinien być monitorowany i kontrolowany po jakimś czasie. Marudziłam jej trochę, że Jaś zestresowany, czy to konieczne i blablabla, ale niestety żądza zobaczenia ciekawego przypadku i pokserowania sobie wypisów była silniejsza i wygrała nad moim biadoleniem. Tom nas zarejestrowała.
I czeka nas jeszcze jedna wizyta lekarska, tym razem u neurologa w szpitalu na Strzeleckiej. Po namowach ze strony zaprzyjaźnionego lekarza pewnie zrobimy Jaśkowi to nieszczęsne EEG (w związku z omdleniem 27 sierpnia). Ale to dopiero w październiku.
Nasz ciekawy przypadek sprawia, że nie możemy się nudzić!

sobota, 15 września 2012

Stojący stoik.

Helou, helou!

Pamiętacie mój wpis sprzed stu lat, w którym uczyłem Was siadania?
( O raju! Ale byłem wtedy łysy!)

Dzisiaj nastąpi ciąg dalszy moich prelekcji, a tematem przewodnim jest tym razem wstawanie.

Do pierwszych prób wstawania pomocna okazać się może jakaś podpora.

Powinna znajdować się na wysokości bioder. U mnie nieźle się sprawdza parapet.

Jak już macie taką podporę, to należy uklęknąć przy niej, oprzeć się o nią stabilnie rękami...

... napiąć wszystkie mięśnie, przygotować stopy...

... wyprostować nogi w kolanach...

I stoi na stacji lokomotywa!

Tylko takie stanie i stanie może się szybko znudzić.

Żeby urozmaicić sobie życie polecam różne wariacje kończynami.

Zbyt opiekuńczy rodzice zapewne wkroczą wtedy (niestety) do akcji.

Zaczną łapać, dotykać, asekurować, przytrzymywać...

Jednym słowem przeszkadzać, co może zbić Was z pantałyku.

Ale nie dajcie się temu zrzędzeniu!

Możecie próbować rozmawiać z rodzicami, tłumaczyć, przekonywać...

... mówić, że jesteście już duzi...

... w końcu te zmarszczki mówią same za siebie!

Jednak prawdopodobnie te rozmowy niczego nie zmienią.

Więc grzecznie rodziców wysłuchajcie, uśmiechnijcie się i róbcie swoje.

I ćwiczcie jak najwięcej!

Wypróbowujcie różne akrobacje...

... aż pewnego dnia będziecie szybsi i sprawniejsi od...

... mojego sąsiada, Rogasia z Doliny Kluczwody!
A TUTAJ znajduje się krótki film.

piątek, 14 września 2012

W pustyni i w puszczy II

Witajcie na Pustyni Błędowskiej!

Właśnie kręcimy sequel znanego filmu "W pustyni i w puszczy".

Nasz film trochę się różni od pierwowzoru - z braku funduszy zdjęcia odbywają się w Polsce, a nie w Afryce, jest inna fabuła. Zamiast Stasia jest Jaś, jednak na tym zmiany obsady się nie kończą.

Mimo że miałem naprawdę wielu aktorów do wyboru,

to jednak żaden nie chciał grać ani Kalego ani Saby, za to wszyscy chcieli być Nel.

Oczywiście był to dla mnie nie lada problem...

... bo jako aktor grający główną rolę męską, a także jako reżyser, scenarzysta i producent filmu,
czułem się w 100% odpowiedzialny za ten projekt.

Tak więc myślałem i myślałem...

... konsultowałem się z prawnukami Sienkiewicza...

... i długo nie wiedziałem jak z tego wybrnąć.

Aż wymyśliłem, że totalnie zmienię fabułę.

Może nie jest tak ciekawa jak pierwowzór,

i z góry za to przepraszam,

ale przynajmniej miałem wielką frajdę podczas kręcenia!

Fabuła jest następująca - drugoplanowi aktorzy grają wielbiądy, spośród których Ja, Jaś Tarkowski (prawnuk Stasia), wybieram najlepszego.

Najpierw testuję Wielbłąda nr 1.

Jest przyzwoity, ale szukam czegoś innego. Potrzebuję lekkości w galopie i świeżej sierści,
a ten mi się opatrzył i znam go zbyt długo.

O nie, Wielbłąd nr 2 kojarzy mi się zbyt jednoznacznie:

z jedzeniem i spaniem - niestety przy nim na pewno bym szybko zasnął i przegapił oazę.

Dlatego wybacz Wielbłądzie nr 2, idę szukać dalej.

No ten wielbłąd jest wspaniały, zupełnie inna jakość. 

Ale jest na nim tak wesoło, że nie mogę skupić się na podróżowaniu. Jeszcze bym z niego spadł!

Hm, żaden wielbłąd mi nie pasuje. Pora wypróbować ostatniego.

No Wielbłądzie nr 4, pokaż co potrafisz.

Hmmm, Chód ma lekki.

Trzyma stabilnie, można się porozgądać po pustyni.

Można też odpocząć, gdy znużę się widokami bezkresnego piasku.

Ten wielbąd jest idealny!

Mam nadzieję, że nie jest fatamorganowym wytworem mojej wyobraźni.

I tak kończy się część pierwsza filmu. Teraz jedziemy do puszczy kręcić dalszy ciąg.

Coś czuję, że druga część będzie prawdziwym kinem akcji.

No i jesteśmy na planie. Jaś Tarkowski siedzi w puszczy.

Okropnie mu się w tej puszczy nudzi i zaczyna narzekać.
Oto sceneria. Za puszczę robi sad sąsiada, pana Wróbla - istna dzicz.
Jaś nie wie, co ma ze sobą zrobić.

Niechże się coś zacznie dziać, potrzebuję adrenaliny!

Bim sala bim - Jaś zaczarowuje rzeczywistość.

I w tym momencie Jaś zostaje wykradziony przez Czarną Damę Bez Łasiczki.

Czarna Dama Bez Łasiczki porywa Jasia Tarkowskiego i biegnie co tchu w nieznanym kierunku.

Jaś nie wydaje się być zbytnio przejęty faktem, że stał się ofiarą kidnappingu.

Pozostaje niewzruszony.

Poddaje się woli porywaczki i nie piętrzy problemów.

Nasi bohaterowie podróżują przez wiele godzin, aż Jaś wykazuje znużenie byciem porwanym.

Widoki też nie zapierają tchu w piersiach, więc Jaś z nudów...

... nawiązuje kontakt z kidnaperem.

Okazuje się, że Czarna Dama Bez Łasiczki jest całkiem sympatyczna.

Jaś dzięki niej wreszcie przestaje się nudzić. Mają sobie tyle do opowiedzenia!

Kidnaperka i kidnapiątko szybko odkrywają, że łączy ich niezwykła nić porozumienia.

W rozmowie wychodzi, że oboje prepadają za włoską kuchnią,
słuchają podobnej muzyki i chodzą do kina na te same filmy.

A także, że bawią ich te same rzeczy.

Tak, Jaś i Czarna Dama stają się najlepszymi przyjaciółmi.

Postanawiają się już ze sobą nie rozstawać.

Już po paru godzinach znajomości Jaś doskonale wie, co kupi swej porywaczce na urodziny.

Łasiczkę!